Delikatne promienie słońca przedostają się przez cienką zasłonkę w moim pokoju. Leniwie unoszę powieki. Na policzkach czuję resztki po makijażu, które zmazały łzy. Unoszę się na łokciach i rozglądam po pokoju. Od wczoraj nic tu się nie zmieniło. Torba leży na ziemi, a rzeczy, które w niej były rozsypały się po puszystym dywanie. Kątem oka spoglądam na zegarek. Jest 6.37. Od czasu zaginięcia chłopaków zawsze się tak budzę. Nie mam po co spać, skoro w snach męczą mnie koszmary.
Powoli wstaję z łóżka i kieruję się w stronę lustra. Nie wyglądam najgorzej. Porównując mój stan z tym sprzed paru dni, wyglądam na prawdę dobrze. Jeśli nie liczyć bałaganu na głowie i twarzy, byłoby wręcz idealnie. Sięgam po szczotkę i powoli rozczesuję włosy. Chusteczką zmywam makijaż z twarzy.
-Nie jest tak źle…- szepczę sama do siebie.
Z szafy wyciągam leginsy i bluzkę. Szybko się ubieram i wychodzę z pokoju. W domu panuje cisza. Mama z Anne pewnie poszły na grób. W kuchni czeka na mnie karteczka. "Jesteśmy na cmentarzu. Na blacie masz śniadanie. Kocham cię, mama". Patrzę na przygotowany dla mnie posiłek. Dwie kanapki z serem i sałatą, muffin i jabłko. Odruchowo na mojej twarzy pojawia się grymas. Nie będę jadła. Nie mogę. Wytrzymuję już tak długo bez jedzenia, nie złamię się. Sięgam po czerwony owoc i wychodzę z kuchni.
Z szafeczki w przedpokoju biorę swój telefon i słuchawki. Zakładam czarną kurtkę i czapkę. Kluczem zamykam drzwi i chowam Go w doniczce. Jeśli
mama wróci przede mną, a nie wzięła klucza, na pewno zajrzy tam na początku. Wkładam słuchawki do uszu i po woli ruszam ku furtce. Idę chodnikiem. Ludzie mijają mnie i patrzą z szacunkiem i współczuciem. Wiedzą, że jestem córką premiera. I wiedzą też, że Louis i Harry zaginęli. Na pewno rzucił im się w oczy artykuł w gazecie. Tym bardziej, że był na pierwszej stronie. Podmuch wiatru sprawia, że włosy wirują mi dookoła głowy. Czuję popchnięcie i upadam na mokrą trawę, a słuchawki wypadają mi z uszu. Jabłko, które jeszcze przed chwilą trzymałam w ręce, toczy się po chodniku daleko ode mnie.
Nade mną pochylają się dwie wysokie i muskularne postacie. Nie widzę do końca ich twarzy, ale domyślam się kto to jest. Pewnie jedni z 'kolegów' Louis'a, którzy dowiedzieli się, że jest gejem Chcą zemścić się na mnie.
-Jak tam, siostro pedałka? Żyjesz jakoś bez jęków w domu?- śmieją się ochryple, a po chwili czuję podeszwę na swoim żebrze.
Spod zamkniętych powiek wypływają mi łzy. Angel, głupia, miałaś nie płakać! Próbuję przestać, ale moje próby idą na marne. Słone kropelki moczą moją twarz coraz szybciej. Po chwili jestem już cała zapłakana. Kolejny cios trafia w mój policzek. Mogę się założyć, że będę tam miała siniaka. Przy swoim uchu słyszę, ochrypły, obrzydliwy szept:
-To jeszcze nie koniec. Będziesz cierpieć za niego..
Obydwie postacie zaczynają się śmiać. Kolejne łzy moczą mnie, a także chodnik. Po chwili ostatni raz czuję rękę na swojej twarzy i odchodzą. Nie leżę tam długo. Wstaję i cała zapłakana biegnę do domu.
Drzwi są zamknięte. Mama jeszcze nie wróciła. Otwieram je klucze i biegnę a górę. Nie kieruję się jednak do swojego pokoju, lecz do drzwi na końcu korytarza. Pokój Boo. Nie był zamknięty, ale nikt go dawno nie otwierał, więc drzwi lekko skrzypią, kiedy je otwieram. Wchodzę do pokoju i siadam na podłodze i opieram się plecami o łóżko. Zaczynam płakać jeszcze bardziej.
-Louis, j-jesteś idiotą, wiesz? Popieprzonym idiotą, który zostawił mnie samą na tym cholernym świecie!- Zaczynam krzyczeć, choć sama nie wiem do kogo.- Wiesz, jak przez ciebie cierpię? Nienawidzę Cie, słyszysz?! Tak strasznie Cię nienawidzę..
Chowam twarz w dłoniach. Po chwili są całe mokre, ale nie obchodzi mnie to. Powoli wstaję i kieruję się do krzesła. Siadam przy nim i rozglądam się po pokoju. Moją uwagę przykuwa pudełko po butach, które znajduje się na najwyższej półce szafki nad łóżkiem. Powoli kieruję się w tą stronę. Staję na łóżku i próbuję dosięgnąć tajemniczego pudełka. Nie jest to proste przy moim wzroście. Po chwili uderzam w nie ręką, a ono spada na podłogę. Rzeczy, które się w nim znajdowały rozsypują się na podłogę. Kucam i zaczynam je zbierać. Jest tam sznurkowa branzoletka, kasztan, złamana płyta.. Musiało to być coś w stylu 'pudełka skarbów'. Chowając je z powrotem do rąk biorę normalnej wielkości zeszyt z grubą, brązową okładką. Nie wiem co mnie kusi, ale otwieram go na pierwszej stronie.
26 lutego 2011 rok, 21:03
Znalazłem ten zeszyt na strychu. Mama kazała mi posprzątać i jakoś rzucił mi się w oczy. Wziąłem go i.. cóż, chyba zacznę przelewać swoje życie na papier. Będę miał jakąś pamiątkę.
Dzisiaj znów byłem z Laurą w kinie. W sumie to nie wiem, dlaczego się z nią umawiam. Kocham ją, ale to już nie to samo co kiedyś. Angel jej nie lubi. Nie wiem czemu to napisałem, bo jej zdanie mnie nie obchodzi. Bardziej przejmuję się Harry'm. On też za nią nie przepada. Jakoś dziwnie się ostatnio zachowuje. Jest taki cichy i… często patrzy mi w oczy. Jakby chciał mi coś powiedzieć. To chore. Jesteśmy przyjaciółmi. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja też chcę mu coś powiedzieć. Ja Go chyba kocham..
Zczęłam rozumieć. To był pamiętnik Boo.





